“ DLA CHCĄCEGO NIC TRUDNEGO”- wywiad z bratem Janem

 

 

Ile Brat ma lat i od jakiego czasu przebywa w Polsce?

 Jestem w Polsce dwa lata, mam 26 lat, ale często mówią, że wyglądam młodziej.

 

Jak to się  właściwie  stało, że Brat znalazł się w Polsce, jaka historia się za tym kryje?

O Polsce wiedziałem bardzo wiele z lekcji historii w szkole, na Madagaskarze uczymy się o różnych krajach.

Znałem Jana Pawła II, siostrę Faustynę. Chciałem spróbować czegoś innego, poznać bliżej Polskę.

Mówiłem po włosku, francusku, chciałem nauczyć się również języka polskiego.

 

W jaki sposób Brat wyraził chęć dołączenia do zakonu Kamilianów? Jakie pobudki Bratem kierowały?

Bardzo chcę pomagać ludziom, dawać im radość. Zakon Kamilianów pomaga ludziom potrzebującym, odtrąconym.

Chcę dawać nadzieję chorym, opuszczonym, pomagać  rozwiązywać ich problemy.

 

Czy jakaś szczególna osoba przyczyniła się do tego, że Brat zapragnął stać się apostołem Jezusa Chrystusa i głosić Jego naukę oraz pomagać potrzebującym?

Wszyscy w mojej rodzinie są katolikami,  poprzez swoją pracą pomagają ludziom, daje im to wiele radości.

Mama pracuje w szpitalu, tata inżynier, wujek nauczyciel, praca dla nich jest przyjemnością. Kiedyś pytałem, dlaczego tak pomagacie?

Gdy miałem 15 lat, chciałem zostać stewardem (latać w samolocie po różnych krajach), ale kiedy skończyłem 17, uczestniczyłem  z kolegami we mszy świętej, na której odbywały się święcenia kapłańskie.

Msza była uroczysta, był biskup, a ja zacząłem się zastanawiać, czy mógłbym zostać księdzem?

W rodzinie nie ma księdza, więc może ja? Moja mama pracując w szpitalu pokazała mi ile radości  przynosi  pomaganie ludziom, dlatego zrozumiałem, że to wspaniale dawać siebie innym. Rozmawiałem potem z proboszczem, który pytał mnie, czy chcę zostać księdzem czy zakonnikiem.

Napisałem do Kamilianów, zaprosili mnie, tam mieszkałem dwa miesiące, ale już znałem swoją decyzję - po kilku dniach wstąpiłem do 6-letniego seminarium i tak się zaczęło.

Dla rodziny na początku moja decyzja była szokiem: Jeszcze niedawno młodszy brat do mnie napisał, z pytaniem, czy naprawdę chcę zostać zakonnikiem. [śmiech]

 

Na czym właściwie polega służba w zakonie Kamilianów? Czy macie jakieś szczególne zadania i trudności z którymi musicie się zmagać?

Tak, Kamilianin to brat zakonnik oraz ojciec, który pracuje w szpitalu, w domu opieki społecznej, w domu dla bezdomnych, itd. - jeśli ktoś ma problem, my mu pomagamy.

Na przykład, jeśli proboszcz lub parafia ma problem, to staramy się zrobić wszystko, co możemy, żeby go rozwiązać.

Bracia Kamilianie pracują na całym świecie. Wymieniamy się: ja jestem teraz w Polsce, inny brat jest na stażu we Włoszech.

Opowiadając o swojej kulturze, nieraz znacząco się różniącej od tej w danym kraju, zaciekawiamy i dajemy radość ludziom.

Mogą choć przez chwilę zapomnieć o swoich chorobach i problemach z którymi się borykają.

 

Czy trudno być misjonarzem w takim kraju, jak Madagaskar? Czy Jezus Chrystus zagościł już tam w każdym domu i sercu?

Na Madagaskarze bardzo potrzebujemy misjonarzy. Ich praca jest ciężka, ale są zadowoleni, czasami też narzekają, bo zdarzają się różne problemy.

Dla przybyłych z innych krajów  zawsze powstaje pewna bariera kultury i zwyczajów panujących na Madagaskarze.

Jednak, jak często powtarzam - dla chcącego nic trudnego. Ja na przykład chcę zostać dłużej w Polsce, jestem już tu dwa lata, mógłbym ją opuścić, ale wolę zostać, więc mówię, że chcę, postaram się, bo dla chcącego nic trudnego.

 

To wspaniała dewiza dla nas wszystkich. Bracie Janie, czy w dzisiejszych czasach trudno jest sprawować misje?

Bardzo trudno jest być misjonarzem. Ja jestem w Polsce, przybyłem z Madagaskaru, staram się w jak najlepszy sposób przekazywać wiarę w Jezusa i pomagać innym.

Nieraz jest ciężko . Tak samo w moim rodzinnym kraju przybyły misjonarz boryka się z trudnościami, to wynika z innej kultury.

 

 

Czy jest jakaś recepta na to, aby Kościół przyciągał młodych wiernych?

 W Polsce Kościół jest bardzo żywy, nie tak, jak na przykład we Francji. Będąc w tutejszym gimnazjum, młodzi ludzie zadawali ciekawe pytania.

Chcieli dowiedzieć się o dalekim kraju. Ja opowiadam o mojej kulturze, w ten sposób przyciągam też młodych, a polski misjonarz jedzie na przykład do mojego kraju i też młodzi są bardzo zainteresowani jego przekazem.

 

Jak Brat ocenia Polskę w kontekście chrześcijaństwa? Czy nasz kraj faktycznie zasługuje na miano katolickiego?

Polska jest krajem bardzo pobożnym. Czuję się tu bardzo szczęśliwy. Kiedy byłem na Madagaskarze było nas 65, a pięciu z nas wyjechało za granicę.

Utrzymujemy ze sobą kontakt na Facebook’u. Zakonnik przebywający we Francji pisze mi, że jest tam bardzo trudno.

Polska to pobożny kraj, z tradycjami. Ja wcześniej byłem w Licheniu i zaobserwowałem ogromną liczbę ludzi przybyłych się modlić, właśnie Polaków, potem Kraków, Częstochowa i tam również tłumy wiernych.

 

Niestety w środowisku młodych i nie tylko coraz więcej ludzi odsuwa się od Kościoła. Czy Brat miałby jakiś konkretny sposób, żeby to zmienić?

Czasami zastanawiałem się, czemu ludzie nie przychodzą do Kościoła? U nas na Madagaskarze są nieco inne powody opuszczania mszy.

Kiedyś proboszcz miał problem, bo ludzie przychodzili do kościoła wytatuowani lub z dziwną fryzurą, długimi włosami, a proboszcz nie zgadzał się na to.

Ludzie narzekali też na brak klimatyzacji, że duszno.

 

Czyli na Madagaskarze borykacie się z bardziej ekonomicznymi problemami, na przykład, że Kościól nie jest przystosowany do klimatu tam panującego i to odpycha wiernych?

Co więc łączy i jakie można jeszcze spotkać różnice pomiędzy mieszkańcami Madagaskaru i Polski?

Na Madagaskarze dużo rzeczy musimy robić ręcznie, nie ma też wszędzie prądu, różni się mentalność ludzka.

W moim kraju nieraz mówi się: po co coś robić , po co kupować jakieś rzeczy, itd.

 

Czy ma Brat jakiś cel, który chciałby w najbliższym czasie zrealizować?

Jestem człowiekiem otwartym, tolerancyjnym, chcę dawać radość dla innych. Chciałbym zostać w Polsce, ale nie wiem jak to będzie, czy jestem na to gotowy.

Byłem na praktykach w Zabrzu, rozmawiałem z chorymi, chciałem dawać radość. I widziałem w oczach pewnej pani właśnie radość, to dla mnie zadanie, żeby rozmawiać, dawać nadzieję.

Cóż ja mogę innego dać, pytam: “Jak się pani czuje?” i śpiewam. Śpiewam o nadziei.

Musimy pamiętać, że Pan Bóg jest miłością i trzeba tą miłość dawać innym. Śpiewem chcę dać nadzieję.

 

Czego Brat życzy sobie i ludziom wierzącym w Jezusa Chrystusa na przyszłość?

 Zrozumienia, otwartości i tolerancji. Ludzie mają różne problemy, dlatego należy pytać, rozmawiać, nie zostawiać nikogo samego.

 

Znajomość języków bardzo Bratu pomaga w porozumiewaniu się w każdym kraju. W ilu językach Brat rozmawia i skąd takie zainteresowania językowe?

Znam 6 języków, teraz uczę się niemieckiego i arabskiego. Znajomość danego języka poprawia komunikację z człowiekiem, nie stwarza żadnych barier.

Na przykład teraz lepiej nam się rozmawia w twoim ojczystym języku, prawda?

Jak chcę dawać radość, to muszę mówić w języku ludzi pochodzących z danego kraju, wtedy szybciej docieram ze swoim przekazem miłości i nadziei.

 

Wspaniale Brat mówi po polsku, sądzę, że wynika to z Brata dewizy życiowej - “Dla chcącego nic trudnego”.

Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę Bratu powodzenia na dalszej drodze niesienia radości potrzebującym.

Dla mnie dzisiejsza rozmowa była niezwykle owocna. Bóg Zapłać.

 

 

Wywiad z br. Janem przeprowadził Kevin Nowacki