Czy Siostra raz jeszcze może podzielić się przeżyciami swoimi oraz swojej Matki?

Z wielką tajemnicą Bożego Miłosierdzia spotkałam się jeszcze przed swoim urodzeniem. W trzecim miesiącu życia pod sercem Mamy, drugie dziecko (ciąża bliźniacza) obumarło, a ja żyłam. Wtedy powiedziano Mamie, że musi tę ciążę usunąć, bo nie urodzi normalnego, zdrowego dziecka  i sama tego nie przeżyje. Mama nie usłuchała lekarzy, zaufała Matce Bożej, mimo że czekały ją miesiące prawdziwego cierpienia. Co dzień krwawiła, miała ciągle gorączkę. Była tak opuchnięta, że wychodząc z domu musiała się trzymać płotu, czy ściany, ale była zdecydowana mimo wszystko urodzić dziecko, chociaż mówiono, że to będzie jakiś „potworek” – bez rąk, bez nóg. Ale ona powiedziała, że ochrzci mnie, będzie kochać, wychowywać i nie zabije dziecka. Przywieziono ją do szpitala w stanie agonalnym, dotrwała do 8. miesiąca i wtedy – ku zdumieniu lekarzy, urodziłam się, cała i zdrowa. Mama doczekała chwili, że skończyłam studia, że pojechałam do Ojca Świętego Jana Pawła II, że moimi rękami wniosłam do Bazyliki św. Piotra złotą koronę dla  Matki Bożej Płaczącej z Dębowca (która od 20 lat zdobi łaskami słynącą Figurę). Doczekała się ona również tego dnia, że złożyłam śluby jako dziewica konsekrowana; doczekała się również ślubów wieczystych mojej starszej siostry Krystyny. To było zresztą pragnienie mamy, aby jej obie córki służyły Panu Bogu, ale powiedziała nam to dopiero wtedy, kiedy już wybrałyśmy drogę powołania. Mama odeszła do wieczności 20 lipca 2007r. w Lesznie. Towarzyszyliśmy jej przy tym paschalnym przejściu w ramiona Ojca; była cała nasza rodzina. Dziękuję Panu Bogu za dar mojego życia jak i mojej Mamy – taki podwójny cud. Teraz staram się spłacać ten dług miłosierdzia Bożego i jak jest okazja to daje to świadectwo, bo wiem, że potrzebne jest to w naszych czasach. Kiedy oglądałam parę tygodni temu migawkę w telewizji z tych „Czarnych Protestów”, gdzie kobiety domagały się prawa do zabijania swych dzieci, to było mi wstyd za tych rodaków i po raz kolejny podziękowałam Bogu za dar mojej Matki.

No właśnie, jeżeli już Siostra dotknęła tych wątków politycznych to co Siostra sądzi o dzisiejszej sytuacji w kontekście czarnych/białych protestów? Czy jest to coś dobrego dla społeczeństwa polskiego?

 Biały protest jest na pewno dobry. Czwartego sierpnia tego roku byłam w Kaliszu, gdzie odbywa się co miesiąc  w  I czwartek nabożeństwo w intencji ratowania nienarodzonych. Przyjechała wtedy  Mary Wagner z Kanady i opowiadała o swoim sposobie walki  o życie  nienarodzonych dzieci. Stoi pod klinikami aborcyjnymi z białymi różami i wręcza je kobietom, a także rozmawia z nimi. Przez to jest obiektem ataków ze strony państwa – spędziła łącznie 4 lata w więzieniu. Powiedziano jej, że w świetle prawa nie popełniła przestępstwa, ale miała dać słowo, że już nigdy nie będzie stała pod żadną kliniką aborcyjną, dano jej ultimatum. Ona powiedziała, że nie może się na to zgodzić… Po Mszy św. podeszłam wraz z moją siostrą do Mary Wagner. Przez tłumacza powiedzieliśmy jej, jak taka postawa  jest ważna i potrzebna dzisiejszemu światu. Powiedziałam, że jestem dzieckiem cudu, bo według lekarzy nie miałam praktycznie żadnych szans na normalne funkcjonowanie. Mój przykład i właśnie świadectwo Mary Wagner uczą, że należy słuchać bardziej Boga, niż ludzi. Jest przykazanie V – nie zabijaj. I tak jak mówił prymas Wyszyński w 9-letniej Nowennie Narodu, że prawdziwa chrześcijanka będzie gotowa raczej śmierć ponieść, niż śmierć zadać. Moja Mama właśnie szła taką drogą, to jest bohaterstwo i trzeba nam – Polakom takich pięknych postaw matek, które będą ryzykować swoim życiem, żeby nie zabijać.

Chciałbym zapytać, co Siostra sądzi o osobach, które jednak dokonały aborcji. Czy mają szansę na łaskę uświęcającą u Boga?

Na pewno mają szansę. Ja jeżdżę do więzień. Co prawda, mam doświadczenia z męskich zakładów karnych, bo jestem co roku zapraszana do Strzelec Opolskich. Rozmawiam tam z ludźmi, którzy siedzą w więzieniu za zabicie człowieka dorosłego, narodzonego. Grzech jest grzechem, obojętnie czy zabija się dorosłego, czy dziecko wielkości łebka od szpilki; to jest zabójstwo. Wiem, że wracają oni do Boga, otrzymują łaskę nawrócenia, łaskę żalu. Wielu z nich co tydzień się spowiada, żeby móc co tydzień przyjmować Komunię Św. Mam piękne świadectwa ze spotkań i korespondencji z niektórymi skazanymi. Mają oni świadomość tego, że źle postąpili, starają się naprawić swoje życie, czynić dobro. Tak samo grzech aborcji może zostać rozgrzeszony, ale na pewno kobieta będzie miała ogromne wyrzuty sumienia.  Tylko raz spotkałam matkę, która dwa razy zabiła swoje nienarodzone dzieci, wyspowiadała się i nie miała wyrzutów sumienia. To jedyny, znani mi taki przypadek. Natomiast u nas w Sanktuarium w Dębowcu,  gdy przepisuję kartki z prośbami i podziękowaniami na Nowennę, mam w rękach wstrząsające wyznania kobiet, które nie zaznają  spokoju, nie mogą o tym zapomnieć, nie mogą żyć z piętnem tego grzechu, choć otrzymały sakramentalne rozgrzeszenie.  Więc grzech jako taki, może zostać odpuszczony, bo Boże Miłosierdzie nie zna granic. Ale właśnie wyrzuty sumienia, trauma, ta boleść najczęściej zostają.

Chciałbym przejść teraz do historii zakonu Sióstr Konsekrowanych, jak to właściwie wyglądało na przełomie wieków i jak ma się dziś w Polsce?

 Dziewictwo Konsekrowane to stan życia w Kościele, nie zakon. Kiedyś przecież nie było zakonów, ale święty Paweł wspomina w swoich Listach do wiernych o dziewicami i wdowach poświęconych Bogu, mówi też o biskupach i kapłanach. Od  V wieku  stan dziewic konsekrowanych  powoli zanikał; kobiety pragnące służyć Bogu musiały wstępować do zakonu. Dopiero podczas Soboru Watykańskiego II postanowiono wrócić do stanu, który był w początkach chrześcijaństwa. Jan Paweł II zatwierdził zrewidowane i poprawione obrzędy konsekracji dziewic. Dzisiaj mamy wiele zakonów i zgromadzeń zakonnych,  ale  jest też ponad 200 dziewic żyjących w świecie. Składają one ślub czystości na ręce biskupa, przyjmując też z rąk księdza biskupa uroczystą konsekrację.  Towarzyszą je  3 widzialne znaki: biały welon, obrączka i brewiarz.  Każda z  dziewic  wybiera sobie strój weselny na uroczystość. Na co dzień chodzę w cywilu, natomiast gdy uczestniczę w uroczystościach kościelnych w udziałem ks. biskupa, gdy jadę głosić świadectwo do jakiejś parafii, czy zakładu karnego to wtedy zakładam ten uroczysty biały strój. Równolegle rozwija się też wdowieństwo konsekrowane. Spotykamy się razem dziewice i wdowy na dorocznej pielgrzymce i rekolekcjach w Częstochowie.   Od dziecka odkrywałam swoje powołanie do służby Panu Bogu. Myślałam, że będzie to zakon – jak w przypadku mojej siostry, ale Pan Bóg tak pokierował moim życiem, że pokazał mi inną formę służby: być w świecie – ale nie należeć do świata. Żyć w świecie, ale być wyłączną własnością Jezusa.

Od kiedy właściwie Maryja towarzyszy Siostrze? W jaki sposób to się objawia?

Miłość do Matki Bożej praktycznie wyssałam z mlekiem mojej Mamy. Największy majątek, jaki  otrzymałam od rodziców to jest właśnie wiara i miłość do Maryi. Towarzyszyła mi od dzieciństwa; chodziłam na różne nabożeństwa, chętnie odmawiałam różaniec, znałam wszystkie pieśni maryjne, jeździłam do maryjnych sanktuariów. Kult  Matki Bożej pielęgnowany był w moim domu rodzinnym. Dzisiaj też posiadam ołtarzyk, na którym zawsze stoi figura Matki Bożej.  Nie wyobrażam sobie życia bez Niej, bez codziennego „Zdrowaś Maryjo”  i „Pod Twoją obronę” . Żal mi świadków Jehowy, ludzi niewierzących, uwikłanych w sekty – ja nie umiałabym żyć  bez Maryi. .   

Czy Siostra doświadczyła kiedyś bezpośredniego działania Maryi na życie własne lub rodziny/znajomych?

To był na pewno przykład mojego urodzenia, ale może jeszcze druga taka łaska - o tym właśnie Mama mi też powiedziała. Świadectwo to potwierdziła przysięgą na Trójcę Świętą. Było to jeszcze przed narodzinami mojej starszej siostry. Mama wzięła ślub cywilny w Poznaniu, natomiast kościelny w Książu Wielkopolskim. Chciała wziąć wcześniej ślub cywilny, bo wtedy nie musiała brać udziału w przymusowych ćwiczeniach wojskowych. Mama przed poznaniem mojego taty, znała przez pewien czas chłopaka, z którym zerwała jednak znajomość, gdy ten chciał dostać tzw. dowód miłość,  czyli współżycie przed ślubem.  Wiedział, kiedy Mama bierze ślub cywilny, było to pod koniec maja 1954r.  Po dopełnieniu wszelkich formalności w ratuszu poznańskim, Państwo Młodzi poszli na kawę, a potem Tata wrócił do swojego rodzinnego Rawicza. Moja Mama mieszkała na stancji, w domu przy ul. Pamiątkowej. Wieczorem, przygotowywała się na ostatnie nabożeństwo majowe. Gospodyni gdzieś wyszła. Kiedy Mama miała już wychodzić do kościoła, zobaczyła tego Leszka. Wszedł do pokoju, zamknął drzwi na klucz (włożył go do swojej kieszeni) i powiedział: „Nie chciałaś być moja, to teraz nią będziesz!”. Zaczął ją szarpać, ciągnąć w stronę łóżka. Mama była po operacji wycięcia wyrostka robaczkowego i zdawała sobie z tego sprawę, że nie ma sił do obrony. Wołała o pomoc, ratunek. Sąsiedzi stali pod drzwiami, ktoś mówi: „Tam się coś dzieje, idźcie po łom, wyważmy drzwi!”, ale nie zdążyliby. Mama chciała wyskoczyć z czwartego piętra, otwierała okno, ale on ją powstrzymał, rzucił na łóżko. Wtedy spojrzała ona na obraz Matki Bożej, który wisiał nad łóżkiem i krzyknęła: „Matko Najświętsza, ratuj mnie!”. Leszek stał prosto i wtedy zobaczyła, że z kieszeni stojącego prosto mężczyzny wypada klucz. Mama podniosła ten klucz i tak jak stała, w poszarpanej odzieży, z potarganymi włosami, otworzyła pokój i pobiegła do kościoła, by podziękowała Matce Bożej za uratowanie swojego dziewictwa. Wróciła potem do domu i zobaczyła, że Leszek siedzi w pokoju. Czekał, by przeprosić Mamę i powiedzieć jej, że nigdy więcej już go nie zobaczy i rzeczywiście tak się stało. Całej naszej rodzinie zawsze towarzyszyła opieka Maryi. Św. Franciszek z Asyżu powiedział, że „jak się wierzy w Boga, to nie ma dnia bez cudu”. Każdy dzień jest cudem, również to, że pracuję w Dębowcu, pomagam ludziom, pielgrzymuję. Widzę codzienne działanie Matki Bożej. Zawsze proszę Ją o pomoc i błogosławieństwo. Cały czas jestem objęta Jej opieką i każdy dzień jest łaską. Dlatego są cuda wielkie, namacalne, ale również te małe, dnia codziennego. Jestem Matce Bożej wdzięczna za tę opiekę.

Jak to się stało, że Siostra napisała swoje książki? Czy jest to w pewnym sensie manifest przeciwko promowaniu aborcji oraz próba powstrzymywania jej skutków?

Początkowo pisałam artykuły do czasopism katolickich; bo to też należało do moich obowiązków przewodnika w Sanktuarium Matki Bożej w Dębowcu. Artykuły również pisałam, będąc jeszcze katechetką w Poznaniu. Pierwszą książkę wydałam  w Dębowcu  z okazji moich 42. urodzin. To były wiersze, które właściwie od dziecka lubiłam pisać. Druga książka zrodziła się wtedy, kiedy przyjmowałam Konsekrację. Pomyślałam, aby w ten sposób odwdzięczyć się moim  przyjaciołom, którzy przybyli  na uroczystości i wręczyć im po jednym egzemplarzu. Były tam opisane świadectwa z pielgrzymek: do La Salette, do Fatimy, Ziemi Świętej. Również świadectwa z posługi w Dębowcu oraz poezja Maryjna. Do napisania trzeciej książki zachęciła mnie moja pani Dyrektor z Dębowca, abym opublikowała zbiór scenariuszy na różne uroczystości w szkole i w parafii, które realizowałam z dziećmi i z dorosłymi (coś w rodzaju amatorskiego teatru). Mogli z tego skorzystać  inni nauczyciele i katecheci. Czwarta książka była o mojej Mamie. Po jej śmierci znalazłam 4 pamiętniki, które jakoś zmotywowały mnie do tego, aby opisać życie Mamy, jak ona żyła, jak cierpiała, jak nas wychowywała. Wiele stron z tych pamiętników tam przepisałam. Ta książka  uczyniła wiele dobra i doczekała się 5 wydań. Nie mogę definitywnie zamknąć jej nakładu. Potem była kolejna -  rozważania  różańcowe. Chciałam się podzielić refleksjami różańcowymi, które mi od dziecka towarzyszyły pry tej modlitwie. Niedawno ukazało się drugie wydanie. Kolejne książki były zamówione przez sanktuarium w Dębowcu i tak powstała „Dębowiecka Królowa (książka była dwukrotnie wznawiana) oraz „Dom Matki ze stuletnią tradycją”. Ksiądz kustosz mi życzył, żebym jeszcze jakąś napisała. Planowałam napisać o Fatimie, ale jeszcze tego nie zrobiłam. Przed przyjazdem do Rogalinka pani z katolickiego wydawnictwa zadzwoniła do mnie z prośbą o książkę na temat „Godzinek o Niepokalanym Poczęciu NMP”. Wydaję również raz w roku w formie broszurek „List  do Przyjaciół”, aby dzielić się swoim życiem z bliskimi. Częściej po prostu nie mam czasu do nich pisać; po Konsekracji muszę mieć czas na modlitwę i spotkania z boskim Oblubieńcem. Ludzie to rozumieją.  

Może Siostrze uda się również napisać o naszej Rogalinkowskiej Pani? Chciałbym zapytać, co jest w stanie zahamować dzisiejszy stan rzeczy, czyli coraz to większe odstępstwa od Kościoła, wiary, religii. Czy jest na to jakaś recepta?

Wiara jest łaską. Ja tę łaskę otrzymałam, wyniosłam z domu rodzinnego. Pracuję też jako katechetka od wielu lat i widzę jakie znaczenie ma dom rodzinny. Z bólem serca patrzę na współczesne rodziny, gdzie dziecko siedzi od małego przed komputerem, od pieluch skażone jest Internetem. Bardzo często nie ma miejsca dla Boga. Występuje często tylko obrzędowość, religijność tradycyjna. Msza święta wystana tam gdzieś pod płotem. Nie możemy praktycznie nic zrobić na tych dwóch godzinach katechezy, jeżeli dziecko nie jest nauczone religijności z domu. Doceniam wartość spotkań z ludźmi, dawania świadectwa. Wyjazdy apostolskie są ważne i potrzebne – dla mnie i dla innych. Dlatego głoszę katechezy,  świadectwa, wydaję książki. Dzielę się miłością i wiarą do Matki Bożej. Zachęcam rodziców, aby nie tylko starali się zapewnić byt dziecku, ale przekazać jemu żywą wiarę! Jeżeli rodzice zaszczepili dziecku wiarę, dali mocny fundament,  to nawet jak ktoś na chwilę odstąpi od Kościoła, to kiedyś do niego wróci, prędzej czy później. Z pamiętników mojej mamy wiem, ile ona modliła się za nas. O to właśnie w tym wszystkim chodzi. Kochajmy Maryję, bo ten kto Ją kocha,  uratuje duszę i wiarę. 

Co Siostra życzyłaby sobie i innym na przyszłość?

Czego sobie życzyć? „Wiary na dziś, nadziei na jutro, miłości na zawsze!” To często wpisuję dzieciom do pamiętników, gdy mi przynoszą. Przede wszystkim pełnić wolę Bożą, nie żyć po swojemu. Tej otwartości, żeby zaufać Panu Bogu, żeby zawierzyć. Tak, jak jadąc w nocy pociągiem, ufamy oczom maszynisty czuwającym na przedzie lokomotywy, żeby tak zaufać Panu Bogu, oddać się Jezusowi. Ostatnio zaczęłam praktykować taką modlitwę: kiedy jest mi ciężko, brakuje sił, czasu, możliwości zrobienia czegoś, to wołam: „Jezu, Ty się tym zajmij! . 12 lat temu poślubiłam Jezusa, On jest moim Małżonkiem, Oblubieńcem. Rozwiązanie zawsze przychodzi; On nie jest obojętny. Czasy są trudne, ale właściwie każdy wiek był trudny, miał męczenników, wyznawców i prześladowania w wierze. Żeby była to taka prawdziwa wiara, nie wesołkowatość. Człowiek zajmuje się tańcem, muzyką, a te sprawy religijne odkłada. Życzę takiego poważnego życia, oczywiście – z godziwą rozrywką, ale żeby właśnie w tym wszystkim obecny był Pan Bóg. No i kochać Maryję. Ciągle powtarzam to zdanie naszych przodków: „Kto Maryję kocha, ten nie zginie!

 

Dziękuję za rozmowę. Iwona Józefiak OCV 

 

 

Wywiad przeprowadził Kevin Nowacki