Niedziela, mroźny warszawski poranek. Otwieram oczy. Wywlekam się spod mojej ciepłej "kołdry". Dzisiaj spało mi się wyjątkowo źle. To chyba przez te mrozy… Chociaż sam już nie wiem. Każdego dnia budzę się pozbawiony jakiejkolwiek nadziei na zmianę mojego życia. Nie posiadam już niczego, co popchnęłoby mnie do przodu, ku lepszemu. Moi rodzice już dawno nie żyją, a rodzina porzuciła mnie. Zdaje mi się, że przez moją słabość do alkoholu, ale w sumie jest mi to obojętne. Trzeba się gdzieś udać, aby jeszcze do południa czegoś się napić. Coś mi podpowiada, aby dzisiaj wyjątkowo znaleźć się na ul. Łazienkowskiej. Dzisiaj Legia gra, może uda mi się zebrać więcej pieniędzy niż zwykle, ze względu na odbywający się mecz.

Po długim spacerze wzdłuż Wisłostrady w zasięgu mojego wzroku widać już stadion przy Łazienkowskiej. Mijam osoby, które bez powodu są uśmiechnięte. Dlaczego oni są tacy radośni? Przecież życie składa się tylko i wyłącznie z samego cierpienia. Jak można być tak naiwnym i uśmiechać się do obcych ludzi? Przecież na mój widok każdy odwraca wzrok, a dzieci uciekają w popłochu.

Kiedy docieram na miejsce widzę zamieszanie naprzeciwko stadionu. Wiele osób ustawia coś, przygotowuje, nosi różne rzeczy. Dostrzegam w tym szansę na zdobycie paru złotych. Przechodzę na drugą stronę ulicy, pod kościół. Natykam się na jakiś plakat – „Dzień uwielbienia dla Bezdomnych”. Przecieram oczy ze zdziwienia, ale na plakacie widnieje ten sam napis. Nigdy nie byłem jakoś szczególnie wierzący, a po tym jak wylądowałem na ulicy całkowicie zwątpiłem w Boga. Jak mógłbym wierzyć w kogoś niewidzialnego, skoro nawet nie upatruję nadziei w osobach mijających mnie na chodniku. Ale postanawiam odwiedzić kościół Wspólnot Jerozolimskich. W końcu na plakacie jest informacja o ciepłym posiłku i darach. Warunkiem jest jednak uczestnictwo we Mszy świętej. Trudno… jakoś to wytrzymam.

Siadam w ostatniej ławce, aby być na uboczu, aby nikt mnie nie zauważył. Rozglądam się dookoła i widzę wielu podobnych do mnie. Porzuconych, niemających już nic poza niedolą… Rozpoczyna się Msza święta. Od samego początku jest jakoś inaczej. Odprawia ją Arcybiskup Hoser. Pewnie będzie karcił nas za to, że jesteśmy do niczego, bezużyteczni. Jednak gdy rozpoczyna kazanie, jego słowa są odmienne od tych, o których słyszałem na ulicy. „Nie ma nieszczęścia, gdy człowiek żyje w ubóstwie. Nieszczęście jest wtedy, gdy ubóstwo żyje w człowieku” – piorunujące wrażenie. Tak tylko mogę opisać uczucie towarzyszące mi podczas kazania. Nigdy w ten sposób nie myślałem. Coś jest chyba na rzeczy, skoro mówi to osoba tak wysoko postawiona w hierarchii kościelnej. Zbliża się koniec Mszy świętej, a słowa arcybiskupa Hosera nadal tkwią mi w pamięci. Wreszcie koniec… Pora na obiad.

Poszedłem do miejsca, gdzie wydawane są obiady. Dostaję ciepły posiłek. Idę na ubocze i rozglądam się po ludziach. Wielu jest normalnie ubranych, zadbanych. To są chyba osoby, które nie przechodzą obojętnie obok naszego nieszczęścia. Pod ścianą widzę ogromne pudła, a w nich zapowiadane dary. Dowiedziałem się, że większość z nich pochodzi z podpoznańskich parafii. Czy ludziom, którzy mieszkają w innym środowisku zależy na warszawskim marginesie społecznym? Daje mi to sporo do myślenia… Zauważam, że mimowolnie spływa mi łza po policzku. Pierwszy raz od bardzo dawna się wzruszyłem. Przepiękne uczucie. Pragnę jak najszybciej opuścić to miejsce. Biorę parę mydeł i innych rzeczy, które są mi potrzebne i zmierzam ku wyjściu. Nagle słyszę wołanie: „Proszę Pana!”. Odwracam się i widzę na oko 10-letniego chłopca. „Wiem, że jest Pan bardzo potrzebujący, że przeszedł Pan w swoim życiu bardzo wiele, że przytrafiają się Panu same nieszczęścia… Jednak nie należy tracić nadziei i wiary. Bo nadzieja i wiara czynią cuda. Nawet w najmniej spodziewanym momencie.”. Chłopak mocno mnie przytulił. Na koniec dodał: „Niech Pana Bóg błogosławi”. Wyszedłem. Zacząłem płakać jak dziecko. Ze szczęścia. Pierwszy raz poczułem wstręt do alkoholu. Postanawiam zacząć żyć inaczej… Niczego nie posiadam, ale mam jeszcze serce, którym mogę kochać!

 

 

 

Dnia 18.03.2018r. w Kościele Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich w Warszawie odbyło się V Uwielbienie Boga przez bezdomnych, ubogich i samotnych. Inicjatorem tego przedsięwzięcia jest br. Tomasz Ciesielski, który już od kilkunastu lat pomaga bezdomnym. Spotkanie zostało zorganizowane przy współpracy Wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym „Zmartwychwstanie”., Fundacji Kapucyńskiej i Caritas Diecezji Warszawsko-Praskiej.

Dzieło niesienia pomocy wsparły również: Parafia pw. Św. Michała Archanioła i Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Rogalinku, Parafia pw. Św. Józefa w Puszczykowie, Parafia pw. Św. Mikołaja w Mosinie, Parafia pw. Św. Augustyna w Czapurach, Szkoła w Rogalinku, Szkoła w Rogalinie, przedszkole „Małe talenty” w Plewiskach, przedszkole „Kotki Dwa” w Puszczykowie oraz wiele wspaniałych prywatnych osób, które również wyciągnęły pomocną dłoń.

Kilkoro osób z naszej parafii miało okazję osobistego uczestnictwa we Mszy Świętej w Warszawie, której przewodniczył Abp. Henryk Hoser. W swojej owocnej homilii Arcybiskup mówiąc o bezdomności wyjaśnił, że występuje ona w dwojakim znaczeniu. Pierwszym jest brak domu, miejsca zamieszkania, natomiast drugą bezdomnością jest samotność, która dotyka tych, którzy nie mają gdzie mieszkać. W czasie Eucharystii każdy z uczestników otrzymał kamień, który symbolizował ciężary jakie nosi w swoim życiu. Następnie pozostawiał ten ciężar w prezbiterium przy ołtarzu.

Po Mszy Świętej na dziedzińcu kościoła wszyscy zjedli obiad oraz otrzymali dary, które m.in. zostały przywiezione z Wielkopolski. Następnie można było posłuchać świadectw  byłych bezdomnych, którzy opowiedzieli o swojej drodze wyjścia z niedoli. Spotkanie przy ul. Łazienkowskiej zgromadziło setki ludzi bezdomnych, samotnych            i ubogich.

Nasza pomoc okazała się bardzo dużym wsparciem tego przedsięwzięcia. Zebraliśmy: ok. 560 mydeł, 95 szamponów i żeli do mycia, 107 past do zębów, 95 szczoteczek do zębów, 33 kremów, 26 gąbek, 41 chusteczek i ręczników, 9 proszków do prania oraz po kilkanaście płynów czyszczących, żyletek, itp. Oprócz środków higienicznych                  i czystości w darach zawiezionych do Warszawy znalazły się również ubrania, m.in. kilkanaście garniturów uszytych w Rogalinku, bielizna, słodycze, itp.

OGROMNE PODZIĘKOWANIA składamy w szczególności tym osobom, które współtworzyły to dzieło ofiarowując w/w dary, oraz tym, którzy wspierali je poprzez modlitwy. Gdyby nie bezinteresowna pomoc i życzliwość, którą Państwo okazali, bezdomni nie otrzymaliby rzeczy niezbędnych do normalnego, godnego funkcjonowania. To dzięki takim cichym bohaterom jakakolwiek pomoc ma sens.

 

„Tam, gdzie jest nadzieja, tam jest życie. Takie myślenie dodaje nam odwagi i sprawia, że znów stajemy się silni.” ~ Anna Frank

 

Ogromne Bóg Zapłać,

Niech Was Bóg błogosławi,

Bezdomni.